MENU
wpisz nazwę lub ID...

Kolejka po lody do lodziarni pani Zofii Krutowej (Kruty), która mieściła się w pawilonie przy obecnej ul. Józefa Piłsudskiego . W tamtych latach mówiło się, że "idzie się na lody na Świerczewskiego", tak wówczas nazywała się ta ulica.

Dodał: maras - Administrator° - Data: 2017-03-05 00:10:10 - Odsłon: 605
Lata 1968-1970


  • /foto/3986/3986657m.jpg
    1910 - 1920
  • /foto/2/002454m.jpg
    1912
  • /foto/299/299274m.jpg
    1915
  • /foto/4087/4087400m.jpg
    1925
  • /foto/393/393772m.jpg
    1929
  • /foto/72/72472m.jpg
    1958
  • /foto/27/27791m.jpg
    2005
  • /foto/106/106362m.jpg
    2006
  • /foto/169/169329m.jpg
    2007
  • /foto/3996/3996367m.jpg
    2013

Gazeta Wrocławska / Słowo Polskie / Wieczór Wrocławia

Poprzednie: Budynek nr 20 (2) Strona Główna Następne: Zdjęcia niezidentyfikowane


flowerpower | 2017-03-05 02:16:58
Wygląda mi na kolejkę w niedzielę albo jakieś święto.
flowerpower | 2017-03-05 02:43:15
Dziewczynka stojąca w kolejce jako ostatnia miała w swojej torebce z krótką rączką, doczepianym paskiem i klapką zapinaną na metalowe pokrętło: chusteczkę do nosa obszytą koronką, portmonetkę z koralików z zawartością 6 złotych, legitymację szkolną i małe lusterko z podobizną Sophii Loren na odwrocie.
YouPiter | 2017-03-05 08:09:42
Proszszszsz :) Jakie magiczne prześwietlenie retro :)
Wincenty Miros | 2017-03-05 10:45:37
Doskonała samoidentyfikacja. Warto było stać w tak długiej kolejce po znakomite lody. Tak dobre lody były jeszcze do połowy lat 80-tych u Pawłowskiego w Nałęczowie.
PP - Administrator | 2017-03-05 11:52:50
Te niedzielno-świąteczne wyprawy na lody przy Świerczewskiego nosiły znamiona rytuału. Uświadomiłem to sobie, pacholęciem będąc, gdy wobec sięgającej kotajlbaru kolejki, głośno wyraziłem wątpliwość w sens tak długiego pokutowania. Przystąpił do mnie wówczas rosły, pobladły na twarzy wyrostek z wyraźnie wrogimi zamiarami. Widząc obłęd w jego oczach oddaliłem się pospiesznie bogatszy o ciekawą socjologiczną obserwację.
YouPiter | 2017-03-05 12:58:38
Dla mnie jako młodego - lody były rarytasem na rogu ulic: Świdnickiej i Piłsudskiego - Ambrozja. Był rozkaz od rodziców - przynieś w ,,chince" lody - nie ma sprawy. Chinka - chiński, albo japoński termos, pojemny, namiastka lodowego szczęścia :)
cezar56 | 2017-03-13 23:16:19
Zanim powstała "Ambrozja" w tej lodziarni ( patrz wyżej) kupowało się też "kasaty" kula lodowa zawinięta w aluminiową folie o wadze chyba 1 kg